20 część - Mamy wielkie kłopoty ...
Kazał
swoim ludziom Patrycję zaprowadzić na dół. Natomiast ze mną
został sam w pokoju. Rzucił mnie na łóżko. Powiedział ,że
dostanę za swoje. Usiadł na mnie. Przyłożył mi nóż do gardła.
-Zostaw
mnie !
Odepchnęłam
go. Przewrócił się. Miałam trochę czasu więc szybko podbiegłam
do okna. Było zamknięte. Próbowałam otworzyć. Nie udało się.
Maciek chwycił mnie za biodra. Sprawdzałam czy nie mam mojego
scyzoryka w kieszeni. Całe szczęście. Oczywiście ,że go miałam.
Wyciągnęłam go i w samoobronie dźgnęłam nim Maćka w biodro.
Skulił się z bólu. Wołał swoich ludzi z grupy aby mu pomogli. Ja
natomiast otworzyłam okno i pobiegłam na dach. Wychodząc z domu
Maciek wyjął pistolet i celując we mnie strzelił.Ominęłam
strzał. Wsiedli do samochodu z Patrycją. Pokazałam Patce ,że po
nią wrócę.Zeszłam z dachu. Byłam przez jakieś dobre 3 godziny w
domu. Nikt nie wracał. Zauważyłam ,że wokół domu zbierało się
coraz więcej sztywnych. Nie ukrywam bałam się. Weszli do domu. Ja
w pośpiechu schowałam się na strych myśląc ,że tam mnie nie
złapią. No i dobrze myślałam. Na strychu był zapas jedzenia.
Położyłam koc na ziemi po czym zasnęłam. Obudziło mnie
warczenie. Wyjrzałam przez okno. Żadnych sztywnych nie było na
podwórku. Byłam bardzo głodna. Wzięłam jakiekolwiek jedzenie i
zjadłam. W trakcie jedzenia ktoś wybił
szybę jakimś kamieniem. Na nim była karteczka.
''Chcesz
się tak bawić skarbie. Wiesz o tym ,że twoja przyjaciółeczka
ucierpi jeśli nie pokażesz się u nas. Doskonale znasz drogę.
Widzimy się dzisiaj przy jeziorku o 18.''
Przestraszyłam
się. Nie chciałam tam iść. I nie bardzo miałam jak ,ponieważ
sztywni byli w moim domu. Ale wyjdę przez dach.Muszę uratować
Patrycję.Zastanawiałam się gdzie podziała się reszta mojej
grupy. Ale to już mniej ważne.Ubrałam się i wyszłam przez dach.
Na wszelki wypadek wzięłam scyzoryk.Zmierzałam w kierunku
umówionego miejsca. Otaczało mnie bardzo dużo drzew. Przy okazji
sprawdzałam czy sztywni się nie pałętają.Na szczęście ich nie
było. Gdy już doszłam Maciek na mnie czekał.
-Wiedziałem
,że przyjdziesz – powiedział odwracając się do mnie.
-Czego
chcesz? Oddaj mi Patrycję !
I
wtedy zza drzew wybiegli jego ludzie. Złapali mnie. Wsiedliśmy do
wozu i wyjechaliśmy. Pojechaliśmy do nie znanego mi miejsca. Było
tam pełno bloków mieszkalnych. Zatrzymaliśmy się obok jednego z
nich.
-Gdzie
jest Patrycja ! -wykrzyczałam
-Zaraz
ją zobaczysz. -powiedział szyderczo.
Poszliśmy
do ciemnego pokoju. Widniał na nim napis ''więźniowie''. Nie wiem
co to znaczyło. Do krzesła przywiązana była Pati. Leciała jej
krew z ust. Natychmiast do niej podbiegłam. Wyciągnęłam z
kieszeni chusteczkę po czym wytarłam jej usta.
-No
,no, no jaka jest cudowna chwila spędzona z przyjaciółką. Co nie
? - powiedział Maciek
-Zostaw
nas!
Wtedy
ludzie z Maćka grupy złapali mnie i przywiązali do krzesła.
Zgasili światło i poszli.
Ja
natomiast rozmawiałam z Patrycją.